Dlaczego program Mój Prąd 4.0 nie zachęca Polaków do instalowania fotowoltaiki? Dlaczego nie warto czekać na zimę?

Dlaczego program Mój Prąd 4.0 nie zachęca Polaków do instalowania fotowoltaiki? Dlaczego nie warto czekać na zimę?
Program Mój Prąd edycja 4 miał być nowym otwarciem dla branży fotowoltaicznej po zmianach legislacyjnych, które ostatecznie weszły w życie w kwietniu 2022 roku.
Dotacjami objęto w nim również magazyny energii, bufory ciepła, ładowarki do samochodów elektrycznych czy inteligentne systemy zarządzania energią. Rozszerzenie spektrum dofinansowania miało zachęcić potencjalnych prosumentów do inwestycji w przydomowe odnawialne źródła i „osłodzić’ odejście od dotychczasowego systemu opustów. Jednak tegoroczny Mój Prąd przyniósł wyjątkowo niskie zainteresowanie swoją ofertą. Dlaczego w ciągu miesiąca od startu programu wpłynęła jedynie taka ilość wniosków, która podczas naborów w poprzednich latach wpływała podczas jednego popołudnia? W przestrzeni publicznej krąży jak mantra jedno stwierdzenie.
Branża fotowoltaiczna „strzeliła sobie w stopę”
Marketing opierający się na podkreślaniu, że montaż przydomowej mikroinstalacji PV opłaca się tylko do końca marca i hasła typu „Musisz zdążyć do kwietnia” przyniosły gorzkie owoce. Chętni, którzy „zdążyli” cieszą się, że przez 15 lat mogą jeszcze korzystać z preferencyjnego systemu opustów, a pozostali? Żyją w przekonaniu, że fotowoltaika stała się już nieopłacalna? Nie do końca. Wiele wyjaśniono już na temat net-billingu. Inny system rozliczeń wiąże się jedynie z tym, że inwestycja w elektrownię słoneczną ma inną stopę i okres zwrotu. Większość świadomych przyszłych prosumentów doskonale o tym wie. Problemy programu Mój Prąd 4.0 leżą gdzie indziej.
Inflacja, globalny kryzys energetyczny, wzrost cen surowców i osprzętu PV
W tej sytuacji trudno się dziwić, że inwestorzy wstrzymują się z wydawaniem pieniędzy. Fakty są jednak takie, że te czynniki powinny tak naprawdę zachęcać do inwestycji w OZE. Sytuacja polityczno-gospodarcza na świecie sprawia, że energia pozyskiwana z paliw kopalnych przez najbliższe lata nie będzie tanieć. Tempo wzrostu cen z dużym prawdopodobieństwem jeszcze przyśpieszy. Dlaczego? Oto kilka najważniejszych, ale nie jedynych czynników.
Koszt zakupu uprawnień do emisji CO2
Koszty te lawinowo wręcz rosły i rosną na przestrzeni ostatniego roku. W lutym 2022 roku ceny osiągnęły niespodziewanie wysoki poziom, nawet 100 euro za tonę. Przykładowo rok wcześniej w analogicznym okresie wartość prawa do emisji 1 tony wynosiła zaledwie 20 euro. Polska energetyka przez lata broniła się przed zieloną energią, teraz jako kraj płacimy za to cenę, ale w każdym kryzysie jest szansa. Teraz decydenci wyraźnie widzą, że transformacja energetyczna jest nieunikniona.
Zwiększony popyt na energię po pandemii
Po covidowy wzrost gospodarczy odbywał się niestety z dużym udziałem paliw kopalnych, co oczywiście spowodowało wzrost cen tychże surowców, a potem…
Przyszła wojna
Przyniosła ze sobą również największy światowy kryzys energetyczny od lat 70. XX wieku. Uniezależnienie się od kopalin z rynku rosyjskiego, a szczególnie tempo tego procesu wciąż jest sprawą niezwykle dyskusyjną dla większości krajów – również tych w UE. Spekulacja na rynkach surowców i duża doza niepewności, co do dalszego rozwoju wydarzeń, a także konieczność sięgnięcia do droższych niż rosyjskie, źródeł paliw kopalnych dają jeden efekt. Jest drogo, będzie jeszcze drożej.
Ceny na Towarowej Giełdzie Energii, gdzie dostawcy zawierają kontrakty długoterminowe na 2022 rok i kolejne lata, to na stan z 10 maja 2022 roku nawet 1000 zł za MWh. Dla porównania w 2020 roku uśredniona cena wynosiła 242 zł za MWh. Jak to wszystko przełoży się na rachunki za prąd gospodarstw domowych. Urząd Regulacji Energetyki szacuje konieczność podwyższania cen prądu o kolejne 70 proc.
Jedyną odpowiedzią ratującą domowe i firmowe budżety jest zielona energia, w tym wymagającą najmniejszych nakładów fotowoltaika.
Kiedy polski rynek fotowoltaiki odbije?
Zapewne na jesieni, gdy wszyscy potencjalnie zainteresowani zaczną liczyć nadchodzące nakłady przed sezonem grzewczym. To całkowicie zrozumiałe, jednak w całej tej wydawałoby się spójnej logice jest jedno „ale”. Na jesieni będzie stanowczo za późno. Podobnie jak to miało miejsce w pierwszym kwartale bieżącego roku po instalacje i magazyny energii ustawią się kolejki. Czas oczekiwania na własną PV się wydłuży i jak to bywa w przypadku przewagi popytu nad podażą, ceny pójdą w górę, tym bardziej, że na ceny osprzętu wpływają również rosnące koszty surowców takich jak krzem czy aluminium. Jeżeli tylko ktoś może pozwolić sobie na taką inwestycję, lepiej przeprowadzić ją jak najszybciej. Tym bardziej, że w programie Mój Prąd jak już wspomniano spłynęło niewiele wniosków i pula pieniędzy, po którą łatwo dziś sięgnąć jest duża.
O programie Mój Prąd 4.0 raz jeszcze
Dotacja do samej fotowoltaiki jest większa niż w zeszłym roku i wynosi 4 tysiące złotych, za sięgnięcie po hybrydowe rozwiązania i magazyn energii można otrzymać kolejne 7, 5 tysiąca złotych. Przy czym na fotowoltaikę plus dotacja wynosi 5 tysięcy złotych. Magazyn ciepła to już pieniądze w wysokości do 5 tysięcy złotych, a system zarządzania energią do 3 tysięcy. Łącznie otrzymać można nawet 20,5 tysiąca.
Magazyny energii ich rola dla prosumenta i w całym systemie
Mała ilość wniosków to nie jedyny problem tegorocznego Mój Prąd. Prosumenci są zainteresowani magazynami energii, ale nie planują ich zakupu. Tak przynajmniej wynika z faktu, że w ciągu pierwszego miesiąca trwania naboru, nie wpłynął żaden wniosek o dofinansowanie do magazynu. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest zapewne cena tych urządzeń i problemy z wyliczeniem ich pojemności potrzebnej prosumentowi do właściwego działania całości instalacji. W Polsce większą rolę przynajmniej na ten moment mogą odgrywać zatem nie domowe, a wielkoskalowe magazyny energii, montowane dla poprawy stabilności pracy sieci dystrybucyjnej. Na ich ważką rolę w systemie elektroenergetycznym i jego stabilizacji wskazywał nawet wiceminister klimatu i środowiska Ireneusz Zyska. Zapewne dlatego jeszcze w tym roku z Funduszu wdrożony zostanie program „Wsparcie wykorzystania magazynów oraz innych urządzeń na cele stabilizacji sieci”. Przełoży się to na możliwość bezproblemowego podłączania do sieci kolejnych mikroinstalacji przydomowych, nawet przy obecnym niezbyt szybkim tempie modernizacji sieci energetycznej. Mniej odmów więcej OZE to cel wszystkich zainteresowanych stron. A magazyny energii jako doskonałe narzędzie do zwiększenia auto konsumpcji i bezpieczeństwa energetycznego, zaczną pomału trafiać do domów prosumentów. Będąc rozwiązaniem powszechnym urządzenie, jakim jest magazyn energii zacznie tanieć, pojawią się też nowe rozwiązania technologiczne z nim związane.



